artykuły

Zaprezentować suchą

Zaprezentować suchą

W każdej metodzie muchowej najistotniejszą częścią  łowienia jest prezentacja naszej przynęty, czyli to, w jaki sposób zostanie przedstawiona rybie. Zupełnie inaczej zaprezentujemy streamera, nimfę, bo nasza imitacja ma skusić rybę pod powierzchnią, w toni lub przy dnie. Sucha mucha to już „insza inszość”, bo przy tej metodzie próbujemy sprowokować rybę tak, aby zapolowała na przynętę unoszoną na powierzchni wody.

Tekst i zdjęcia: Igor Glinda
Rysunki: Tomasz Korzewski

Różnorodność owadów, które mogą stać się powierzchniowymi ofiarami jest  ogromna,  ilość imitacji i sposób w jaki te owady na powierzchnię spadają i są na powierzchni wody unoszone, powoduje, że musimy przede wszystkim poznać życie owadów, które zamierzamy imitować. Zupełnie inaczej na powierzchni wygląda i zachowuje się ten sam owad w różnych stadiach jego życia. Emerger spływa inaczej od  Dun-a, czy Spent-a. Zupełnie inaczej na powierzchnię wody spada lekka jęteczka, która próbuje poderwać się niezgrabnie do lotu, a zupełnie inaczej zwiany przez wiatr konik polny, czy cykada. 

Biegając po wodzie.

Są owady i inne ewentualne „ofiary powierzchniowe”, które na powierzchni poruszają się, co jest dla nich charakterystyczne i umiejętność nadania imitacjom naturalnego ruchu może sprowokować rybę do ataku. Na przykład chruściki w swoisty sposób „biegają” po powierzchni. Nadając szczytówce wędki uniesionej ku górze szybki ruch na przemienny na boki, możemy nadać naszej imitacji podobny ruch do naturalnego. Podobnie w wypadku łowienia na imitacje gryzonia, który próbuje przepłynąć po powierzchni. Ten sam ruch jak w wypadku suchego chruścika spowoduje, że nasza imitacja np. myszki zygzakiem zacznie się po powierzchni poruszać. Bywa to zabójcze.

Chlapnąć, znaczy zwabić

Próbując łowić na „cięższe” suche muchy, jak na przykład sztuczne duże owady polne, czy gryzonie, warto pamiętać, aby nasze imitacje wpadając do wody robiły sporo hałasu, by chlapnęły o powierzchnię. Bywa to bardzo atrakcyjne, w szczególności w wypadku dużych ryb, które nie koniecznie żerują na powierzchni. Swoisty odgłos może skusić pstrąga, czy klenia, który czai się np. pod nawisem traw i czeka na to co zostanie zwiane z łąki. Podobnie z małymi piankowymi imitacjami mrówek, w wypadku łowienia na takowe, warto w miejscu, gdzie spodziewamy się ryby chlapnąć muszką kilka razy o powierzchnię. Na wodach nizinnych spadające żuki też powinny z pewną niezdarnością wylądować w nurtach rzeki.

Delikatniutko

Zupełnie czym innym jest prezentacja delikatnych, naturalnych owadów które na wodę opadają jak płatki śniegu. Podobnie jak w poprzednich, tak i w szczególności  w tej metodzie istotne jest poprawne opanowanie technik rzutowych. I tak jak w wypadku tych much, które na wodę mogą spaść i chlapnąć, to delikatna prezentacja wymaga już pewnych umiejętności rzutowych. Większość technik suchej muszki wiąże się z jak najdelikatniejszym „położeniem” sucharka na powierzchni. 

W dół rzeki 

 Jeśli jest tylko możliwość podchodzenia do ryb od góry, czyli nachodząc im na głowę, warto to robić. Oczywiście, jeśli mamy pewność, że ryby się przez to nie spłoszą. Moim zdaniem jest to najskuteczniejszy sposób wabienia ryb suchą muszką. Wynika to z prostego powodu, po wykonaniu rzutu, z naszego zestawu na rybę w pierwszej kolejności napływa mucha, przypon znajduje się powyżej. Jedyna trudność to opanowanie kontroli swobodnego spływu  naszej przynęty. Ja sam najczęściej stosuję technikę opuszczania uniesionej szczytówki wędki i dostosowania tego ruchu do prędkości spływu muszki. Polega to na tym, aby po wykonaniu rzutu zatrzymać szczytówkę wysoko i opuszczać ją dostosowując do prędkości nurtu. Jest jeszcze kilka możliwości, jak np. rzut zwany Wiggle Cast, ale nie jestem zwolennikiem tego typu prezentacji, bywa, że zacięcie jest spóźnione. 

Pod prąd

Niezbyt często widuje się na naszych wodach wędkarzy łowiących w górę rzeki, jeśli już, to zwykle nad małymi rzeczkami, ale nie jest to popularna technika. Wynika to z kilku trudności jakie się wiążą z tego rodzaju prezentacją. Pierwsza, to umiejętność prawidłowego rzucania tak, aby mucha wraz z przyponem spadała pod odpowiednim kątem, aby żyłka nie napływała w strefie widzenia ryby. Kolejny, to używanie długiego przyponu, aby po rzucie mucha lądowała przed, a linka za rybą. No i  umiejętność zbierania linki tak, aby mucha spływała naturalnie, a linka zostawała napięta. Jest to ważne w wypadku potrzeby szybkiego zacięcia.

Czym?

 Wędki jakich używam do suchej muszki nie przekraczają swą długością 9 stóp. Czasem na małych ciekach używam wędzisk krótszych. Przy większych suchych muszkach i rybach takich jak pstrągi, klenie, jazie, bolenie, raczej o szybkiej akcji. W wypadku lipieni, lubię akcję „medium”. Linki dobieram do ryb, miejscówek, much i technik. Do dużych suchych much stosuję linki z „krótszą” głowicą. Do dalekich prezentacji z głowicą klasyczną. W moich zestawach posiadam wyłącznie linki WF. Najistotniejszą ze składowych jest przypon. Raczej za długi, niż za krótki, nie stosuję przyponów krótszych niż długość wędki, a często, w szczególności podczas łowienia pod prąd, przypon równa się dwukrotnej  długości wędziska. Grubość żyłek przyponowych, dostosowuję do wielkości ryb na jakie „poluję”.

kuteczne zacinanie ryb przy technice suchej muchy jest w dużej mierze kwestią doświadczenia. Takie ryby jak lipienie, klenie, jazie, bolenie staram się zacinać natychmiastowo, w tempo, zawsze wędką, z nadgarstka. Inaczej jest jeśli chodzi o pstrągi. W szczególności przy polowaniu na duże pstrągi zacięcie lekko opóźniam.

 Łowienie na suchą muszkę to wyjątkowa frajda, jest kwintesencją wędkarstwa muchowego i wydaje mi się, że większość muszkarzy najchętniej sięga po suchą muchę. Znam takich, którzy łowią wyłącznie w ten sposób i opanowali prawie do perfekcji sposoby prezentacji powierzchniowej muszki.

ie wyobrażam sobie nic piękniejszego jak branie wielkiego pstrąga na dużą suchą muchę w krystalicznej wodzie. Wysuwająca się głowa nad powierzchnię, jak w zwolnionym filmie widzę znikającą w paszczy suchą muchę…

Written by - - 188 Views