artykuły

Z dzieckiem nad wodę

Z dzieckiem nad wodę

Dawno, dawno temu, gdy na tym świecie nie było jeszcze moich dzieci, łowienie ryb było dla mnie znacznie prostsze. Jechaliśmy, gdzie oczy poniosły, i tyle. W ciąży były pewne ograniczenia, głównie „rozmiarowe” (w szóstym miesiącu przestałam się mieścić w oddychające wodery), ale też można było łowić, a nawet startować w zawodach. Ba, mojego jedynego łososia złowiłam w Norwegii, będąc właśnie w szóstym miesiącu ciąży!

Potem urodził się Jaś i nastąpił dla mnie „urlop wychowawczy”. Łowienie powracało do mnie we wspomnieniach, gdy potrzebowałam chwili wytchnienia. Zamykałam oczy i już byłam nad rzeką – sama, w ciszy, próbując podać przynętę jakiemuś rzecznemu stworowi. Potem drugi syn, Tomcio, i „urlop” się wydłużył. Dzieci zmieniają wszystko na inne.

Ca całe szczęście nasze chłopaki, podobnie jak my, kochają przyrodę, zwierzaki i podróże. Pewnie nie mają wyjścia, gdyż jeżdżą z nami prawie od początku na różne wyprawy. Przebywanie nad wodą nigdy ich nie nudzi. Obserwujemy świat wokół nas, owady, ptaki, ryby. Zauważamy wspólnie sytuacje, na które inni nie zwracają uwagi, np. małe traszki w kałuży, koło której inni ludzie przechodzą, nawet się nie pochyliwszy.

Naturalnie do każdej takiej wycieczki z dziećmi nad wodę trzeba się odpowiednio przygotować – tak żeby przebywanie na łonie natury było dla wszystkich satysfakcjonujące. Po pierwsze przygotowanie teoretyczne. Pooglądajmy z dzieciakami jakieś zdjęcia owadów wodnych – na powiększonych zdjęciach larwy wyglądają jak przybysze z innej planety i mało który brzdąc nie zareaguje entuzjastycznie na możliwość poszukania ich nad rzeką. Wybierając się nad wodę, możemy zabrać ze sobą jakieś naczynie, najlepiej przezroczyste, do którego złapiemy z dzieciakami owady. Spróbujmy je nazwać i pokazać dzieciom, że nie są groźne. Dla mnie, kilkuletniej dziewczynki, spotkania z larwami owadów wodnych były niesamowite. Szczerze powiedziawszy, to larw jętek długo się bałam. Nie wzbudzały mojego zaufania, a nie miał kto mi wytłumaczyć, że to tylko małe stworzonka, które nie zrobią mi krzywdy. Oczywiście po krótkiej obserwacji należy owady wypuścić. Fajnie sprawdzają się nad wodą wszelkiego rodzaju podbieraczki, choćby te najtańsze ze sklepu zoologicznego. Mali odkrywcy lubią takie pomoce naukowe.

Jadąc z dzieciakami nad wodę, nie należy zapominać o najważniejszym, czyli odpowiednim stroju. Pamiętajmy, że dzieci lubią poznawać świat, dotknąć, poczuć. Trzeba im to umożliwić. Weźmy im starsze ubrania, których nie będzie żal, gdy się ubrudzą. Fajnie sprawdzają się ubrania typu sztormiak i kalosze – łatwo się je myje. Moi synowie od dłuższego czasu posiadają spodniobuty dziecięce, dzięki którym buszują nad wodą, a ja nie martwię się, czy cali się zamoczą. Myślę, że taki kontakt ze środowiskiem jest dla dzieciaków bezcenny. Rozwija wyobraźnię, uwrażliwia na otaczający świat, umożliwia poznawanie zależności panujących w przyrodzie. Kiedyś to wszystko było nam bliskie i naturalne, nie trzeba było o tym pisać. Teraz dzieciom bliższy jest świat gier komputerowych niż ten za oknem. Przebywanie na łonie natury jest dla nich nudne, za wolno zmieniają się obrazy, jest za cicho. Nie ma czym się bawić. To my musimy im pokazać, że to nieprawda.

Zabierajmy dzieci nad rzekę. Wiadomo, że wtedy nie ma łowienia, ale jest coś o wiele cenniejszego. Dzieci zobaczą i poczują, o co tak naprawdę chodzi w tym całym wędkarstwie. Nie kto i ile nałowi, jakie duże i na co, tylko o prosty kontakt z naturą; z tym, co pierwotne i niepowtarzalne. Zaciekawmy je życiem owadów, poodkrywajmy wspólnie kamienie, pokażmy jętkę, chruścika albo naszego skorupiaka – kiełża. Niech widzą i obserwują. Dla nich to nadal świat trochę magiczny i obcy. Przybliżmy go.

 

Tekst i zdjęcia: Joanna Pieślak

Written by - - 341 Views