artykuły

Powrót do klasyki – Blue & Black Heron

Powrót do klasyki – Blue & Black Heron

Tekst i zdjęcia: Łukasz Materek

Zawirowania w pracy uniemożliwiły mi sensownie zaplanować jesień. Huśtawka nastrojów, jedziemy, nie jedziemy… Samo życie. W końcu pomyślałem sobie, nie, no nie może być tak, żeby nie było w tym roku wyprawy. Biorę dzieciaki, dziadka i jedziemy. I znów pod górkę. Urlop tak, ale nie w moim terminie, tylko dwa tygodnie później, czyli po październikowych wakacjach w szkole. No, to mam prze…ne, bo już chłopcom obiecałem. Papa Broda na szczęście się dopasuje. 

Przygotowania? Nie było na nie czasu, przynajmniej z mojej strony. Sprzęt jest, muchy są, ubrania są. Gotowe. Tata zaproponował, że może jeszcze coś dokręcić przed wyjazdem na wypadek niskiej i czystej wody, bo akurat ma coś na oku. Ha, ha, ha, takiej wody, to akurat proszę pana jesienią w Kolumbii Brytyjskiej nie ma, ale od przybytku głowa nie boli. Kręć pan!

Przewijamy akcję o miesiąc, gdy stajemy nad brzegiem rzeki. Niska i czysta woda. Nie padało od prawie dwóch tygodni. Temperatura jedzie po równi pochyłej w dół. Ryby przykleiły się do dna. Ale z dwojga złego wolę to, niż zeszłoroczne powodzie. Będzie ciężko, ale damy radę. I daliśmy, choć trzeba było się napracować na każdą rybę. Po kilku dniach poziomy rzek opadły jeszcze bardziej i nasze muchy-pewniaki, o których pisałem w SzŁ w zeszłym roku, zaczęły zawodzić. Wtedy Papa Broda wyciągnął asa z rękawa…

Ma mój tato ostatnio słabość do klasycznych much łososiowych. Zaszywa się wieczorami w swoim pokoju uciech, przegląda atlasy muchowe z poprzedniego stulecia i przy dźwiękach muzyki poważnej kręci fulldressy. I trzeba przyznać, że całkiem zgrabne „cudaki” wychodzą spod jego ręki. Zbyt zgrabne i zbyt ładne, żeby je zawiesić na wędce. Przynajmniej dla mnie. Na razie trzymam kolekcję w szafie, ale tata naciska, żeby przetestować je w akcji na szkockich rzekach i możliwe, że na wiosnę ulegnę.

Wracając jednak do „asa z rękawa”, to studiując stare księgi, tata trafił na serię much Syd’a Glasso, w których materiałem wiodącym są pióra czapli siwej. Szczególnie wpadł mu w oko wzór Orange Heron (w skrócie: skrzydło z dwóch par pomarańczowych piór siodłowych koguta i jeżynka z piór czapli siwej).  Wzorując się na tej muszce, tata wpadł na pomysł, aby zmienić kolory na bardziej steelheadowe, czyli niebiesko-czarne. Tak oto powstała Blue&Black Heron.

I tu chciałoby się napisać, że mucha otworzyła nam drzwi do setek holi walecznych steelheadów, niestety tak nie było. Ale zadowoliliśmy się faktem, ze B&B Heron pomogła skusić ryby, które nie zareagowały na powszechnie stosowane intrudery i stingery. Było to coś innego, czego nie widziały i wystarczyło, aby je zainteresować. Przynajmniej tak sobie, to tłumaczę. Jeśli się jednak mylę i był to zwykły przypadek, to mucha zasługuje na zaprezentowanie szerszej publiczności choćby za to, że złowiłem na nią największą, wyjętą rybę wyjazdu. A pikanterii dodaje fakt, że złowiłem ją po tym, jak kolega przeczesał miejscówkę swoją sprawdzoną muchą. Towarzysze nalegali na zjazd do bazy, bo „tutaj już nic ciekawego się nie wydarzy”, ale wynegocjowałem dziesięć szybkich rzutów. Miałem w tym miejscu porachunki do wyrównania z metrówką, która kilka dni wcześniej wypięła mi się pod nogami na płytkiej wodzie… Z rozmyślań nad straconą rybą wyrwało mnie szarpnięcie na końcu zestawu. Steelhead wziął  agresywnie i odjechał do podkładu, kilkakrotnie przy tym przewalając się na powierzchni. Do metra trochę brakowało, ale 89 cm w takich okolicznościach przyjąłem z radością.


 

 

 

 

 

Przepis na B&B Heron:

hak – Alec Jackson Spey hook, rozmiar 1.5 srebrny

tułów – 2/3 holograficzna lameta koloru blue aqua, 1/3 czarny dubbing

przewijka – płaska srebrna i owalna srebrna

jeżynka – pióro czapli czarnej 😉 a jakby ciężko było dostać, to wystarczy barwione na czarno pióro czapli siwej

gardło – pióro perlicy barwione na niebiesko

skrzydło – dwie pary piór siodłowych koguta, czarne

główka – czarna

Written by - - 167 Views