artykuły, muchowe początki

Muchowe początki: Jak zacząć łowić na nimfę?

Muchowe początki: Jak zacząć łowić na nimfę?

 


Muchowe początki – to dział, który kierujemy nie tylko do osób zaczynających łowić na sztuczną muchę, ale również tych, którzy pragną poszerzać swoje muchowe horyzonty. Stare wygi również znajdą tu coś ciekawego, bo przecież uczymy się całe życie. Dziś zaczynamy z nimfą.


Z przyzwolenia headmastera Sz.Ł. na wstępie (z przymrużeniem oka) powiem: najlepiej nie zaczynać. Hasło nimfa, budzi we mnie takie chłodne skojarzenie, ponieważ 90% polskiej ,,sceny” muchowej posługuje się praktycznie wyłącznie krótką nimfą, w najmniej muchowej wersji, czyli bez użycia sznura. A przecież proszę państwa, sposobów łowienia tymi przynętami mamy co najmniej kilka i są one bardzo muchowe, jeśli tak mogę to nazwać. Dlatego postaram się przedstawić temat w dość szerokiej perspektywie.

Tekst: Mirosław Wnuk
Zdjęcia: Mirosław Wnuk, Mirosław Pieślak

No więc tak: jesteśmy nad wodą, mamy niewielki bagaż doświadczenia, brak instruktora, pudełko pełne różnych nimf i zestaw z kijem w 5 klasie. Warto zaopatrzyć się w pływające muchy spełniające zadanie indykatora z dodatkową pętlą z żyłki przy kolanku haczyka (piankowce, Goddardy). Nie skupiajmy się na początku naszej przygody z muszkarstwem tylko na wynikach lecz na technice, gruntownym opanowaniu podstaw i rzutach (w szczególności obciążonymi muchami). Wyniki przyjdą same. To trochę tak jak z jazdą na nartach, której jestem instruktorem. Początkujący narciarz, jadący wolniej, ale w 100% panujący nad tym co się dzieje, skupiony na technice, jest nieporównywalnie lepszym od tego, który jadąc na krechę w jeansach (oczywiście, że bez kijków) myśli, że jest królem stoku… Ledwo stoi na nartach, ale jedzie! Temu technicznemu, prędkość przyjdzie z czasem, a klasyczny na polskich stokach ,,bażant” jak był, tak dalej będzie beznadziejny. Na początek proponuję wybrać łowisko nie z najgłębszymi, najlepszymi miejscówkami, a o równomiernym, niedużym uciągu i w miarę jednakowej głębokości. Żyłka stosowana standardowo przeze mnie na średniej wielkości pstrągi i klenie – 0,14 mm, przypon długości kija. Najpierw wiążemy muchę-indykator, do dodatkowej pętelki przy kolanku, należy dowiązać odcinek żyłki odpowiadający głębokości łowiska, a do niej obciążoną nimfę. A jak dobrać ciężar? To temat na osobny artykuł, a więc w skrócie: metodą prób i błędów. Zacznijmy od ciężkich. Za ciężka będzie od razu topiła indykator, schodźmy więc coraz lżej aż do tej, która zatopi indykator, ale dopiero po pewnym czasie. Kontrolne przycięcie pod koniec prowadzenia gdy indykator zatonie jeszcze nikomu nie zaszkodziło 😉 Zacznijmy od krótkich dystansów łowienia- metr, dwa sznura za przelotkami i rzucamy niewiele powyżej siebie, kładąc sznur na tafli prostopadle do kierunku nurtu.

Wraz z nabieraniem pewności i wprawy w posługiwaniu się sznurem, wydłużamy dystans skupiając się na poprawnych rzutach i ładnej prezentacji wyprostowanego sznura na powierzchni – bez ,,tłuczenia” nim o wodę! Jak wyglądają brania, tłumaczył nie będę – w końcu każdy wcześniej chociaż raz w życiu na spławik łowił. Następnym krokiem z naszym legalnym na polskich wodach indykatorkiem może być łowienie „pod prąd” i „pod prąd po skosie”. Cała trudność w łowieniu „pod prąd”, polega na ładnej prezentacji sznura i błyskawicznym wybieraniu luzu, co nie dla każdego jest takie proste. Liczyć możemy przy takiej prezentacji na bardzo wysoką skuteczność zacięć. Do łowienia „pod prąd po skosie”, dochodzi jeszcze kwestia manewrowania sznurem na wodzie tak, aby nie ,,ściągał” on much czyli tzw. mending, którym to pojęciem określamy nadrzucenie części linki pod prąd. Jeżeli takowe sposoby z „pomocnikiem” w postaci muchospławika zaczną przynosić wyniki oraz przestaną sprawiać większe trudności, przechodzimy level wyżej – ściągamy pływającą muchę i robimy dokładnie to samo. Tutaj rolę spławika przejmuje końcówka sznura co jest równie skuteczne, lecz wymaga większej koncentracji. Następnym etapem może być przejście w głębsze dołki i kieszenie z cięższymi już dwoma nimfami i próbowanie na krótko spod kija. Stara i bardzo skuteczna metoda. Cała sztuka polega na tym, aby prowadzić muchy mając z nimi ciągły kontakt a jednocześnie nie wpływając na ich naturalny spływ – to tak w uproszczeniu. Warto delikatnie wyprzedzać muchy szczytówką i obserwować zwis tworzący się pod nią na sznurze. Pamiętam kiedy jako czternastolatek chodziłem na pierwsze samotne wyprawy muchowe z książką Adama Sikory w plecaku, próbując nowych metod łowienia, według zawartego w niej opisu. Jak się po paru latach i setkach godzin nad wodą okazało, na tej podstawie sam wypracowałem swoje sposoby łowienia nimfami, które zapewniają mi wciągające i skuteczne łowienie. Z czasem sami dojdziecie, jak mieszać metody długiej i krótkiej nimfy ze sobą, dobierać obciążenie much do głębokości, ukształtowania dna, szybkości nurtu, pracy szczytówką i tak dalej. Wędkarstwo muchowe to wolność – freestyle, a więc i eksperymentowanie jak najbardziej wskazane. Temat jest bardzo złożony i ten tekst może być jedynie naprowadzeniem. Jestem też zdania, że sytuacje spotykane nad wodą potrafią zaprzeczać wszelkim książkowym regułom, a więc i snucie zbyt złożonych filozofii mija się z celem. Jedno jest pewne – nie zaczynajmy od metody ,,żyłkowej”, a przypon dwóch długości kija i dwie muchy nie uciekną. Sznur między palce i do dzieła!

Written by - - 778 Views