artykuły

Łososie na jednoręczną

Łososie na jednoręczną

Na początku sezonu łowię na dwuręczne muchówki. Topniejący w górach śnieg sprawia, że rzeki są szerokie, prowadzą dużo wody o silnym uciągu. W tym czasie konieczne jest posłanie muchy na daleką odległość. Temperatura jest niska, a co za tym idzie łosoś trzyma się głębszych warstw wody.

Gaula, godzina 4:00.

Wtedy używam także dużych much tubowych oraz tonących głowic. Tu też dwuręczne wędzisko jest niezbędne by łatwiej wyrwać z wody ciężkie linki. W takich warunkach używanie wędek jednoręcznych nie ma sensu. Lecz, gdy stan wody obniży się poniżej stanu normalnego, a temperatura wody odpowiednio się podniesie, chętnie sięgam po jednoręczną muchówkę. Moją ulubioną jednoręczną muchówką jest kij Hi Level 9,3`# 8/9. Do tego sprzętu używam zarówno głowic pływających, jak i głowic w różnych klasach tonięcia. Zestaw uzupełnia solidny kołowrotek LOOP Evotec HD 7-10 , 200 metrów podkładu, no i oczywiście running line. Kołowrotek do połowu łososi powinien spełniać pewne kryteria; solidna konstrukcja, nienaganna praca, płynny i mocny hamulec, szpula o dużej pojemności tak, by pomieściła około 200 metrów podkładu. Dla mnie ważna jest również  estetyka kołowrotka. Gaula to duża rzeka, o silnym uciągu wody, do której wchodzą na tarło również i duże osobniki łososi, więc  łowienie tu na jednoręczną muchówkę wymaga sporego doświadczenia, i silnych nerwów. Muchy jakimi łowię jednorecznym kijem, to  małe muchy tubowe oraz muchy kręcone na podwójnych hakach w rozmiarach 4 do 10. Są wędkarze, którzy łowią łososie na suche muchy. Ja tego nie próbowałem, lecz kilka łososi skusiło się na moją muchę zwaną riffling. To mała mucha tubowa, z bocznym wyprowadzeniem żyłki. Jednoręczną wędkę zbroję w pływający sznur WF, z trzymetrowym przyponem. Poniżej głowy w tubie robię igłą otwór i tam wprowadzam przypon. Po takim zamontowaniu mucha smuży po powierzchni wody, a pobicie łososia jest spektakularne, trzeba mieć naprawdę mocne nerwy. 

Przez wszystkie te lata miałem dobrego towarzysza moich wędkarskich przygód,  był  nim mój syn Sławek, zapalony muszkarz i pasjonat przyrody. Wspólnie odbyliśmy liczne wypady na inne rzeki, jak Orkla, Norelva i również wiele innych mniejszych rzek. Na Orkli spędziliśmy wiele lat, w pogoni za tym płetwiastym srebrem. Tam wiele łososi musiało przed nami skapitulowac.  Do połowu łososi używamy poza nielicznymi wyjątkami, wyłącznie głowic o różnym stopniu tonięcia. Od kiedy na rynku pokazały się żyłki fluorocarbonowe, zaczęliśmy wykonywać z nich przypony. Fluorocarbon to świetny materiał, jego powłoka jest utwardzana, co zmniejsza ryzyko przetarcia się przyponu o kamienie podczas holu ryby. Ponadto fluorocarbon tonie kilka razy szybciej od monofilamentu. Ta zaleta jest szczególnie przydatna, gdy chcemy muchę szybko  sprowadzić w głębsze warstwy wody. 

Autor ze swoim rekordowym łososiem (114cm / 14kg) na jednoręczną muchówkę.

Przegladajac moją statystykę połowów łososi, doszukałem się daty, kiedy to po raz pierwszy odważyłem się użyć jednoręczną muchówkę, w pogoni za łososiami. Był to rok 1994, rzeka Gaula. W tym to roku złowiłem mojego pierwszego łososia jednoręczną wędką. Co prawda nie był to jakiś duży okaz, bo miał zaledwie  dwa kilogramy. Niemniej radość moja była nie mała, biorąc pod uwagę, iż złowiłem go na moją świeżo nabytą wędkę; Sage 10`w klasie sznura #7. 

Spowrotem do swojego naturalnego środowiska. Autor ze swą zdobyczą.

Od tej pory coraz częściej wraz ze Sławkiem sięgaliśmy po jednoręczne muchówki. 

Z biegiem czasu naszym łupem były coraz większe osobniki. Oswoiliśmy się już z holem łososi na jednoręczne wędki i doszliśmy do wniosku, że tak też można łowić łososie. 

Bywały lata, gdzie łowiłem na jednoręczną muchówkę po 4 do 6 łososi w sezonie, a największy z nich to łosoś o długości 100 cm i wadze około 9,5 kg.

Wydawało mi się, że ta ryba długo, a być może i na zawsze zostanie moim rekordem łososia złowionego na jednoręczną muchówkę. A jednak się myliłem…. 

Tak zapamiętałem to wydarzenie:

Jest piękny sierpniowy dzień, już od paru dni niski stan wody na Gauli sprawia, że łososie absolutnie nie chcą współpracować z wędkarzami. Wychodzę z mojego campingu i schodzę kilkadziesiąt metrów do rzeki. Na głębokiej płani od czasu do czasu można zaobserwować pojedyncze spławy leniwych łososi. Zamieniam kilka słów z kolegami siedzącymi na brzegu. Dowiaduję się, że nikt dzisiaj nawet nie miał kontaktu z rybą. Chwila zastanowienia i postanawiam jednak mimo wszystko zrobić jedną rundę.  Bez wiary w sukces biorę ze stojaka mojego Sage 10` w klasie 7 i ruszam w górę rzeki, gdzie woda jest mocno dotleniona i silnym nurtem wlewa się do głębokiej płani z leniwymi łososiami.  Tu rzeka jest wąska na 25 metrów, tworząc głęboką i rwącą rynnę. Na kołowrotek nawijam głowicę intermediate i trzymetrowy przypon o grubości 0,33mm. Na ten zestaw wiążę małą muszkę tubową, o srebrnym, holograficznym tułowiu, ciemno niebieskich i czarnych skrzydełkach, niebieskiej jeżynce, z czarną główką. Muszka jest  wzbogacona  piórkami jungle cock.

Wykonuję rzuty niemal w poprzek rzeki i pozwalam muszce spłynać prawie pod brzeg. Następnie wybieram sznur przed następnym rzutem. Po którymś rzucie monotonię przerywa gwałtowne wyrwanie linki z mojej ręki. To tak, jakby ktoś pociągnął mnie za rękę. Odruchowo spoglądam na rzekę i widzę, w miejscu gdzie powinna znajdować się moja mucha, jak kilka małych łososi wyskakuje nad powierzchnię wody rozpraszając się w różnych kierunkach, zostawiając przez chwilę na wodzie ślad w kształcie rozgwiazdy. Równocześnie  rozlega się jazgot kołowrotka.

Opór sznura w bystrym prądzie rzeki jest tak silny, że mam problemy z uniesieniem wędki. Ryba idzie niebezpiecznie głęboko w górę rzeki. Sznur małymi zygzakami przecina powierzchnię wody. Nagle uświadamiam sobie, jaki sprzęt trzymam w ręku i jaka ryba jest na końcu zestawu.

Próbując zatrzymać rybę, napinam zestaw do granic wytrzymałości. Udaje mi się zatrzymać ją, lecz tylko na chwilę. Teraz czuję kilka ciężkich szarpnięć i łosoś rusza w dół rzeki. Czas się przedłuża, zaczynam odczuwać zmęczenie rąk. Łosoś jeszcze kilka razy idzie w górę i dół rzeki. Spoglądam na zegarek, walka trwa już 20 minut, a ryba jeszcze nie pokazała się moim oczom. Coraz bardziej obawiam się, że łosoś idąc tak głęboko, może w końcu przetrzeć przypon o kamienie, którymi dno rzeki jest gęsto usłane. Jestem zmęczony, na szczęście ryba też i nie walczy już tak zaciekle. Teraz udaje mi się nawet oderwać ją od dna. Jeszcze kilka krótkich odejść i kolega zręcznym ruchem podbiera rybę rękoma. Znowu spoglądam na zegarek, walka trwała pół godziny. Zmęczony lecz szczęśliwy podziwiam teraz piękny okaz ciężko oddychającego łososia, oceniam jego długość na grubo ponad 100cm. Po zmierzeniu okazuje się, że ma 114cm. Spoglądam raz na tą wielką rybę, raz na tą lekką jednoręczną muchówkę. Nie do wiary- tak też można….

Wchodzę do wody, przejmuję od kolegi rybę i idę z nią w nurt wody, zaczynając akcję  przywrócenia rybie normalnego oddechu. Trwa to długo i nie odnosi żadnych rezultatów. Łosoś nie potrafi utrzymać balansu ciała i przewraca się na bok. W rezultacie ryba śnie. Po zważeniu strzałka wagi zatrzymuje się na 14 kilogramach. 

Tym razem będzie mi bardzo trudno pobić ten rekord na jednoręczną muchówkę. 

A może jednak kiedyś?

Jeszcze krótka sesja zdjęciowa z rybą i idę do swojego campingu na odpoczynek, lecz najpierw zasłużona szklaneczka Irish Whiskey. 

Tekst i zdjęcia: Jerzy Jurkan

Written by - - 365 Views