artykuły

Kotlina Kłodzka: ŚCINAWKA – pomimo wszystko

Kotlina Kłodzka: ŚCINAWKA – pomimo wszystko

Powoli niestety odchodzi lato i zaczyna się nasza piękna, polska złota jesień. Jest to jedyny aspekt uciekającego czasu, który jestem w stanie zaakceptować, nie wylewając przy tym łez. Jesień jest piękna ze względu na kolory zapewne w każdym zakątku Polski, ale w Kotlinie jest wyjątkowa. 

Nasze góry, a w zasadzie górki właśnie dlatego, że są niskie porośnięte są wyjątkowo zróżnicowaną szatą roślin i drzew. Znajdziemy tutaj gatunki charakterystyczne dla nizin, a także gatunki występujące w bardzo wysokich górach. Moja żona jest biologiem, więc mogę odrobinę zaistnieć w tym temacie 🙂 Taka mnogość gatunków daje nam na jesienią nieprawdopodobną paletę barw. Nie podejmę się opisania tego zjawiska, to trzeba po prostu zobaczyć. Nie wiem jak Wy, ale osobiście tylko dzięki tym barwom jestem w stanie jakoś bez bólu przeżyć tę porę roku, która powoli, ale nieuchronnie zwiastuje nadchodzącą zimę.

No! Może jest coś jeszcze. Ryby! No przecież to one są przyczyną naszej nieuleczalnej choroby zwanej wędkarstwem. Zaraz uaktywni się lipień, który odrobinę leniuchował w lecie, a obce gatunki jak palia i źródlak przybierają barwy godowe i zaczynają wyglądać jak jakieś akwariowe egzotyki. A więc barwy i jeszcze raz barwy. Bóg wiedział co robi, aby wynagrodzić nam szarą, brzydką, deszczowo-śniegową, zimną, wilgotną i w ogóle beznadziejną porę roku jaką jest zima. Brrr!!! Na szczęście do niej jeszcze kawałek, więc wybierzmy się na ryby.

Dzisiaj przedstawię nieco niedocenianą (niesłusznie moim zdaniem) rzekę Kotliny Kłodzkiej, jaką jest Ścinawka. Rzeka ta nie ma łatwego życia. Jej źródła znajdują się w Górach Wałbrzyskich, płynąc w kierunku kotliny powoli rośnie w siłę, aby w miejscowości Golińsk wpłynąć na teren Czeskiej Republiki. Na górnym odcinku, pomiędzy Golińskiem a Mieroszowem wędkowałem kilkadziesiąt razy. Ścinawka jest tutaj bardzo mała, ale ma sporo ryb. Większość to oczywiście pstrągowe podrostki, ale trafiają się nieco większe osobniki, szczególnie jeśli chodzi o lipienie, występują tutaj nawet sztuki wymiarowe. Wpadając na dwadzieścia kilometrów do Czech Ścinawka ma nieco szczęścia. Znikają śmieci i zaczyna się nieco więcej ryb. Czesi zarybiają także tęczakiem i źródlakiem,  dlatego sporo ryb tych gatunków schodzi później na naszą stronę. W miejscowości Tłumaczów rzeczka znów przekracza granicę i aż do ujścia do Nysy Kłodzkiej, poniżej Kłodzka, płynie już tylko na terenie naszego kraju. Czerwono-biały słupek graniczny jest tak naprawdę zbędny, gdyż ilość śmieci na brzegach jest wystarczająca, aby stwierdzić, że jesteśmy w Polsce. Prawdziwe przekleństwo tej rzeki to fakt, że płynie przez wszelakie wioski aż do ujścia, co oznacza tony śmieci, dziesiątki bardziej lub mniej sprytnych kłusowników, murków, spiętrzeń i …spinningistów, gdyż można na tej rzece łowić żelastwem. Czy można mieć jeszcze bardziej przerąbane ?! Otóż można!!! Do tego całego bałaganu dorzucić trzeba cykliczne zatrucia, a to z jakiegoś zakładu, a to z jakiegoś gospodarstwa itd. Ryby to jednak bardzo sprytne stworzenia, bo potrafią to przeżyć. Moje muchy znają Ścinawkę od trzydziestu lat. To kawał czasu, aby wyrobić sobie na jej temat zdanie. Mój ulubiony odcinek ma kilkanaście kilometrów i znajduje się pomiędzy Tłumaczowem a Ścinawką Dolną. Rzeka jest tutaj najmniej zmeliorowana i ma najwięcej fajnych miejscówek. Coś jest w tej rzece, bowiem ryby czują się w niej dobrze i dorastają do bardzo przyzwoitych rozmiarów. Pomimo macoszego traktowania, to jednak z tej rzeki pochodzi większość rekordów Kotliny Kłodzkiej. Stenava (cz) ma wzloty i upadki, jak większość rzek kotliny. Bywają lata, że nie wiadomo skąd nagle jest eksplozja potokowca… Sztuki powyżej 50 cm łowi się po kilka za dzień… Jednak dzisiaj, takie połowy nie umkną uwadze wszech władcy jakim jest internet ( wcześniej była międzymiastowa, później sms-y, maile….) teraz wystarczy fejsbuk czy jakieś inne badziewie i info zna cały świat. Jak na małą rzeczkę taka wielka presja jest zabójcza. Gdy waliły 50-siątki, pojechałem na Ścinawkę i musiałem się upewnić czy to nie zawody. Takich tłumów spinningowych dawno nie widziałem…Cóż, dwa sezony i po pięćdziesiątkach nie został nawet ślad. Potem przyszły czasy pięknych lipieni. Pytacie skąd? Nie wiem! Ta rzeka tak ma! Po wielkim zatruciu bodajże w 2013 może 2014 roku, gdzie z wody wyjęto tony śniętych ryb, wszyscy na Ścinawkę postawili krzyżyk. Tymczasem następny sezon to prawdziwa eksplozja lipienia. Mało tego, trafiały się sztuki pod 50 centymetrów…

Dzisiaj także byłem na Ścinawce. Źle nie było. Po czeskiej stronie tradycyjnie ryb więcej, lecz nie jest to wynik jakiejś tam lepszej czy bardziej wydajnej gospodarki, ale braku zwykłej pazerności na mięso. Czeski naród po prostu łowi ryby, a polski, po prostu pozyskuje białko. Z lipieniem także nastąpiło ostateczne rozwiązanie, gdyż wieść o fajnych lipieniach z ostatniej jesieni obleciała cały Dolny Śląsk i okolice. Dzisiaj lipieni już po prostu nie ma. Face Bóg Ave!!! Ale pamiętajcie, Ścinawka to rekordy kotliny i nawet, gdy jest w odwrocie i wszyscy ją kopią, może dać Wam rybę życia. W nawet najbardziej niepozornym dołku, ta rzeka może zaskoczyć naprawdę pięknym kabanem. No, ale nie o kabanach tym razem. Ta niepozorna i niedoceniona rzeka dała mi i moim kolegom chwile naprawdę piękne, ale także chwile wielkich rozczarowań, po których tygodniami nie chciało się wracać nad jej brzegi. Ale powroty zawsze się opłacały, każde rozczarowanie było potem nagradzane. Ten rok na Ścinawce był słaby, do wyżej wspomnianych negatywów doszła jeszcze niżówka, jakby nieszczęść było mało. No, może większość wędkarzy na jakiś czas zapomni o Ścinawce, więc na przyszły sezon już na Stenavę szczerzę kły !!! Pomimo wszystko…      

Tekst i zdjęcia: Marek Terlecki

Written by - - 569 Views