artykuły

Listy do K.

Listy do K.

Ze smutkiem zawiadamiamy, że odszedł od nas Karol Zacharczyk, wędkarz, dziennikarz, przyjaciel. O kilka słów wspomnień poprosiliśmy Wojtka Krasnopolskiego, z którym Karol odbył niejedną ciekawą wyprawę. 

Karolu, Karolku, Karolesku, a nawet Karlowa Waro… Znałeś wszystkich, a wszyscy znali Ciebie. Bywałeś wszędzie i zawsze byłeś sobą. Miałeś chłopie swój styl! Zawsze autentyczny. Objuczony aparatami. Z pozoru ktoś pomiędzy wagabundą, a hipsterem. Wolny od komercji i uwikłania, z wyjątkiem towarzyskiego, które naprawdę kochałeś. Potrafiłeś odnaleźć się w każdym środowisku. Budziłeś sympatię, co pozwalało wybaczać Ci wiele. Emanowałeś optymizmem. Dla przyjaciół, w ogóle dla ludzi, miałeś dużo cierpliwości, ciepła i empatii. Znajdywałeś czas na wszystko i dla wszystkich. Nie byłeś zdystansowanym, życiowym turystą zaspakajającym wyłącznie własną ciekawość. Głośno wyrażałeś swoje zdanie i chętnie dzieliłeś się obserwacjami. Zawsze ekspresyjny, waliłeś prosto z mostu, bez eufemizmów. Twoje nieoczekiwane sytuacyjnie słowotoki były pełne paraboli. Rozległość i głębia wiedzy pozwalała Ci je ciągnąć w nieskończoność. Jak one mnie czasami wkurzały! Zdarzało się, że podążałeś w nich pod prąd, ale chwilami byłeś w chaosie i najzwyczajniej dryfowałeś.

Niesłychany brak uporządkowania wkradał się też w Twój sprzęt i ekwipunek. Stąd powszechnie znane pojęcie „karolowni”, które powinno się znaleźć w każdym słowniku wędkarskim.

Na świat patrzyłeś nie tylko przez obiektyw i na szczęście go nie kadrowałeś. Jako obserwator przyrody, znienacka pokazywałeś stanowisko lub żerowanie ryby. Potrafiłeś na kolanie skręcić muchę, która estetyką nie trafiała we wszystkie gusta, ale była niezwykle skuteczna.

Pamiętasz, tak było w Bośni, którą lata temu wspólnie eksplorowaliśmy. Naprędce zawiązane, olbrzymie, kilkucentymetrowe chrusty u obserwujących wydarzenie miejscowych wędkarzy budziły politowanie i śmiech, ale gdy z imadła trafiły do wody w mig okrzyknięto Cię Mistrzem, ba Królem Karolem! To właśnie tam, tylko znanymi sobie sposobami, potrafiłeś przykuwać uwagę pełnej lokalersów knajpy, perorując i dyskutując zawzięcie. W tych krystalicznych i zimnych wodach topiłeś aparaty, obiektywy i zmartwienia. Starałeś się przechytrzyć, jak to sam mawiałeś, kapitalne pstrągi i lipienie. W upalne noce obserwując gwiazdy zasypiałeś na wypełnionej wonią ziół łące. Przy ogniu głośno śpiewałeś i wznosiłeś toasty. Wiem, że pokochałeś ten Bałkański Kocioł i chciałeś do niego wracać. Tam widziałem wymalowane na Twojej twarzy szczęście.

Tymczasem powiem Ci Karolku po krakowsku – załóż se sweter, bo prawdopodobnie nawet w niebie chwilami powieje chłodem…

 

Tekst: Wojciech Krasnopolski
Zdjęcia z archiwum przyjaciół Karola.

Written by - - 739 Views