artykuły

Baillie’s Spider

Baillie’s Spider

 

W ramach wiosennych postanowień pierwszomajowych zdecydowałem przez jakiś czas nie mieszać much z alkoholem, ale znów się nie udało! A wszystko przez pewien “babski likier” rodem z Irlandii – Baileys. Tak się pechowo składa, że Baillie’s i Baileys to homonimy i już z tej stricte formalnej przyczyny trunek ów musiał pojawić się w niniejszym tekście. To jednak wszystko, co zdaje się łączyć powyższe byty. Receptury Baillie’s i Baileys stanowią bowiem swe ideologiczne antytezy. Aby powstał Baileys potrzeba 1500 irlandzkich farm, na których paść się będzie 40.000 starannie wyselekcjonowanych krów, które codziennie dawać będą świeże mleko. Z dalekich stron, na wielkich statkach przypływać musi aromatyczna wanilia i nabrzmiałe słońcem kakao. Z mleka wystarczy już tylko zebrać śmietankę, wrzucić do niej przyprawy i całość rozcieńczyć irlandzką whiskey (nie mylić ze szkocką whisky) do zawartości szczęścia na poziomie 17%, przy czym tradycja wymaga trunku pochodzącego z liczącej ponad 400 lat gorzelni w Bushmills. Na zasadzie kontrastu przepis na Baillie’s Spider urzeka swą krystaliczną prostotą: odrobina jedwabiu i jedno piórko…

James Baillie był jednym z najskuteczniejszych wędkarzy w swoich czasach, wielu twierdzi, że był najlepszym muszkarzem w Szkocji. Był profesjonalnym wędkarzem – i to w najczystszym tego słowa znaczeniu. Wędkarskie legendy głoszą, iż na okres od marca do listopada przenosił się wraz z rodziną w tereny położone na południe od Edynburga, w dorzeczu rzeki Tweed (jeśli wasze myśli podążyły, pobiegły w kierunku tweedowych marynarek to macie jak najbardziej trafne skojarzenia). Przez ten czas utrzymywał rodzinę… łowiąc pstrągi! Żył z wędki – codziennie zaopatrywał okoliczne restauracje i hotele w świeże pstrągi, które łowił na muchę. Wedle przekazów miał regularnie łowić średnio pomiędzy 12 a 14 funtów pstrągów dziennie. A jako, że był dość słabego zdrowia, mógł co dnia spędzać na wodzie jedynie 4-5 godzin. Jego skuteczność, umiejętności i talent budziły podziw i powszechne uznanie, jednak to inna kwestia wybija się na pierwszy plan w relacjach świadków jego połowów: James Baillie łowił na leszczynową wędkę wyglądającą z daleka jak zwykły bat – bez kołowrotka, z linką po prostu przywiązaną do szczytówki. Jego ulubioną metodą była oczywiście mokra mucha – jesteśmy przecież w ojczyźnie North Country Spiders – prowadzona techniką up and across. Sprzęt i technika wyglądają łudząco znajomo… Tenkara? Mosca Valsessiana? Tak, to ta sama filozofia. Zresztą muchy również – ale o tym za moment.

 

A dlaczego właściwie James Baillie nie zajmuje dziś honorowego miejsca na kartach wędkarskiej historii? No cóż – miał “pecha” trafić na Williama C. Stewarta, którego postać jest jednym z kamieni milowych muszkarstwa. W.C. Stewart był zakochanym w metodzie muchowej dżentelmenem, który również upodobał sobie rzeki i strumienie szkockich Lowlands, szczególnie w okolicach Edynburga. I tam właśnie się spotkali – Stewart łowiąc dla sportu, Baillie jako jego przewodnik wędkarski, ghillie. W ramach swoich usług jako guide, Baillie pokazał Stewartowi również swoje muchy – elementarnie proste i zabójczo skuteczne “pająki”. Baillie używał trzech wariantów jednego wzoru – były to: Red Spider, Dun Spider oraz najważniejszy – Black Spider. Stewart bardzo szybko zrozumiał i poczuł moc tego prostego wzoru, a Black Spider stał się jego numerem jeden, czego potwierdzenie można znaleźć w jego najsłynniejszej książce “The Practical Angler or the art of trout-fishing, more particularly applied to clear water” (Edynburg, 1857). Tamże właśnie Black Spider pojawia się na pierwszym miejscu, z komentarzem, iż wśród wszystkich znanych autorowi imitacji, ta właśnie jest najbardziej zabójczą. Stewart informuje także jednoznacznie, że wzór ten pokazał mu właśnie James Baillie i dodaje, że od tamtej chwili nigdy nie zdarzyło mu się wykonać rzutu muchówką bez “Czarnego Pająka” dowiązanego do przyponu…  Dziś świat muszkarski powszechnie przypisuje Stewartowi autorstwo tego wzoru – co, biorąc pod uwagę olbrzymi sukces i znaczenie książki “The Practical Angler” specjalnie dziwić nie powinno. Podobno to właśnie Stewart ukuł termin „spider“ jako określenie pewnego rodzaju much, dlatego tym bardziej – ze względu na dziennikarską rzetelność – chciałbym mocno podkreślić, iż wzór, który większość z Was zna jako Stewart’s Black Spider powinien istnieć w wędkarskiej literaturze i naszej świadomości pod w pełni zasłużoną nazwą Baillie’s Black Spider. 

Baillie’s Black Spider jest bardzo niepozorną muchą – w rzeczy samej składa się ona jedynie z bardzo rzadko nawiniętej jeżynki. Dziś znamy wiele patentów pod wspólnym określeniem no-body, ale w tamtym czasie Baillie’s Black Spider stanowił prawdziwą awangardę. Oryginalna receptura wymaga błyszczącego pióra samca szpaka oraz brązowej nici jedwabnej. Dobrze nawoskowaną nić startujemy w połowie trzonka haka i podążamy w kierunku oczka, gdzie formujemy zgrabną główkę. Następnie dodajemy pióro szpaka, jednak w odróżnieniu od wszystkich szanujących się North Country Spiders, przywiązujemy go do haka grubszym końcem. W tym momencie pojawia się najważniejsza innowacja Baillie’go – kluczowa dla aparycji i zachowania się muchy w wodzie – nić umieszczamy “wewnątrz” pióra i skręcamy je razem, uzyskując coś na kształt brush’a z pióra szpaka owiniętego wokół jedwabnej nici z promieniami sterczącymi we wszystkich możliwych kierunkach. Tak spreparowaną jeżynkę układamy bardzo szerokimi zwojami (czasami wystarczy zaledwie jeden) w kierunku środka haka i zakańczamy jedwab w miejscu startu nici. To wszystko. Prostota, minimalizm i ekspresja. Przy okazji znów warto podkreślić wyraźne podobieństwo do stylu Tenkara. 

Trzeba jednak pamiętać, iż tradycyjny sposób wiązania tego wzoru dotyczył bardzo egzotycznych dla współczesnego krętacza realiów narzędziowo-warsztatowych. Muchy wiązane były w ręce, bez żadnego imadełka, na hakach bez oczka, łączonych bezpośrednio z jedwabnym przyponem typu silk gut, wykonywanym z gruczołów przędnych gąsienicy jedwabnika. Mając w dłoni bobinkę, hak w imadełku a w odwodzie kleszczyki do jeżynek możemy się pokusić o nieco inny algorytm wiązania tego wzoru – co wielu fly-tier’ów czyni, a kilka spośród ich technik można śmiało określić przymiotnikiem “kanoniczny”. Z mojego, prywatnego doświadczenia wynikają dwa postulaty, których złamanie kończy się zazwyczaj niezbyt ciekawie. Po pierwsze, jako że używamy przeważnie piór o mniej lub bardziej trójkątnym kształcie, dłuższe promienie powinny znajdować się od strony oczka haka – patrząc na sylwetkę muchy ten postulat wydaje się oczywisty. Po drugie zaś – mucha powinna być zakończona na środku trzonka, a węzeł kończący powinien wyraźnie podpierać promienie jeżynki. Trzymając się powyższych “zasad” można liczyć na sukces używając de facto dowolnych piór o szerokich, najlepiej zaokrąglonych promieniach. Moje “spajderki” rodzą z się różnobarwnych kur, kaczki, słonki, kuropatwy, kury bażanta i bardzo chętnie z każdego innego piórka, które wpadnie mi w rękę i okaże się choć odrobinę zaokrąglone. Dobry spider powinien być kosmaty, nieuczesany, trochę niechlujny i… brzydki.

Tak, to chyba najważniejsza zasada dotycząca wzoru autorstwa Jamesa Baillie’go: brzydki spider to ładny spider. I vice versa.

 

Tekst i zdjęcia: Tomasz Konik

Grafika: Nicolas Raymond

 


Dzięki Sztuce Łowienia wspieramy wieloletnie wysiłki Przyjaciół Raby mające na celu stworzenie łowiska, z którego wszyscy będziemy mogli być dumni. Zestaw much z tego artykułu będzie można wylicytować wkrótce na stronie Przyjaciół Raby: www.przyjacieleraby.pl/aukcje 

Każda złotówka z aukcji zamieni się w kropkowane srebro i przy najbliższym zarybieniu wskoczy w nurt Raby. Otwórzcie więc razem z nami Wasze umysły, serca i… portfele 😉

Written by - - 258 Views