artykuły, slider

50 Sztuk minęło…

50 Sztuk minęło…

Okiem Aśki:

Joanna Pieślak – Wędkarstwo pojawiło się w moim życiu 22 lata temu wraz z mym mężem Mirkiem. Właściwie wypełniło lukę, którą od dziecka starałam się zapełnić. Od zawsze ciągnęło mnie nad rzeki, wodę. Pamiętam każde dziecięce spotkanie z rybami; strzeblami skaczącymi na progu Mszanki, pstrągami połyskującymi pod mostem w Mszanie, świnką złowioną przy mnie na Skawie przez przypadkowego wędkarza. W muszkarstwie kocham samotność przebywania nad wodą. Nie lubię zawodów i łowienia w stadzie. Dla mnie to moje intymne, prywatne spotkanie z … No właśnie, chyba po prostu z samą sobą. Kocham łowić z Belly Boat’a.   Sztukę znam od jej narodzin i staram się jak mogę pomagać w jej kolejnych odsłonach. Za wszystkie przeoczone błędy przepraszam…

Mirek= Sztuka Łowienia. Nie byłoby Sztuki bez Mirka. To przedsięwzięcie to jego trzecie dziecko. Rytm Sztuki wpływa znacząco na rytm naszego rodzinnego życia. Mirek ma na głowie wszystko to, o czym czytelnik nie ma pojęcia. Troszczy się, spaja wszystko w całość, czasami naprawdę „ staje na głowie” żeby wszystko dopiąć. Ma mnóstwo pomysłów i ogromną wiedzę na temat wędkarstwa. Cały czas szuka nowych wątków, rozwija się, podejmuje nowe wyzwania.  Dzięki Mirkowi,  Sztuka od początku wygląda tak, a nie inaczej i zawiera takie, a nie inne treści.  Gratuluję tej 50-tki!  

Igor   dobry duch, dobry druh. Godziny spędzone z Mirkiem na rozmowach, ustaleniach co, jak, w jakiej kolejności, kto itp. Igor wspiera Sztukę od jej 9 numeru, jako redaktor naczelny dzieli się swoją wiedzą, ciekawym spojrzeniem na świat, pięknymi zdjęciami, interesującymi artykułami. Jest dla gazety i Mirka dużym wsparciem i studnią pomysłów. Dziękuję!

Grzesiek to, że Sztuka jest taka ładna zależy od niego. Grzesiek czuje, jak to wszystko powinno wyglądać, mimo iż nie jest wędkarzem. Jest z nami od trzeciego numeru. Po 48 złożonych numerach jego wiedza na temat muszkarstwa jest ogromna. Myślę, że mógłby spokojnie spędzić godziny na teoretycznych dysputach o fly fishingu. Może przyszła pora żeby zacząć łowić Grześku? Cieszę się, że jesteś z nami!

Tomek – ma przeogromną wiedzę na temat historii i wiązania much oraz wspaniałą cechę, jaką jest poszukiwanie własnej drogi w oparciu o tę wiedzę. Jego pomysły są zawsze błyskotliwe. Nie ustaje w dążeniu do doskonałości. Pisze tak ciekawie, że nawet nie wędkarscy laicy chętnie przeczytają jego teksty.  Tego Ci zazdroszczę, tej swobody wypowiedzi, lekkości przenoszenia myśli na papier!   


Okiem Mirka:

Mirosław Pieślak – chciałem muchowej gazety po polsku, to ją mam, ale sprawa od początku nie była prosta. Mam też w związku z tym masę obowiązków i kłopotów. Jako współtwórca i właściciel Sztuki chciałbym przy okazji 50-tego wydania podziękować czytelnikom, autorom i reklamodawcom. Sztuka to również Wasze dziecko. 

Igor – kiedyś zapytałem go, czy nie zostałby redaktorem naczelnym w Sztuce. Zgodził się chyba w trakcie chwilowego zaćmienia umysłu. Do dziś musi ponosić konsekwencje tej jednej decyzji, za co serdecznie mu dziękuję. Dziękuję również za długie Polaków rozmowy, wspólne wypady i intrygujące pomysły. 

Asia – w Sztuce wygładza teksty i zbyt najeżone pomysły. Jej czujne oko wychwytuje to, co namieszają nam chochliki drukarskie, a jej profesjonalna korekta, pozwala zachować poziom. Do mnie, jako do  męża też musi mieć dużo cierpliwości, bo pracę non stop przynoszę do domu. Za to wszystko i wiele więcej – dziękuję!

Tomek – czasem jego perfekcjonizm potrafi wykończyć, np. zmiany w artykułach do ostatniej chwili w drukarni. Ale bez Tomka, Sztuka nie byłaby Sztuką przez duże S. Ma facet dar, którym potrafi się dzielić na naszych łamach. Dziękuję Ci Tomek za wsparcie, dyskusje, pomysły i wspólne chwile nad wodą.

Grzesiek – grafik jakiego drugiego nie ma na świecie. Do naszych, wędkarskich pomysłów potrafi mieć boską cierpliwość. Nie marudzi, gdy artykuły przychodzą w ostatniej chwili przed drukiem i trzeba to poskładać na szybko, bo musi iść w tym numerze! Współpraca przy Sztuce po latach przerodziła się w przyjaźń. Dziękuję Grześku za zrozumienie naszej szajby!


Okiem Igora:

Igor Glinda – redaktor naczelny od 4/2011(9)  nr Sztuki Łowienia. Poza gazetą związany zawodowo z wędkarstwem muchowym, między innymi prowadzi Centrum wędkarstwa muchowego „Tartak nad Bobrem”.  Miłośnik dobrej fotografii, od pewnego czasu ugania się z wędką muchową za tropikalnymi, morskimi potworami.

Asia – jedna z nielicznych pań w naszym kraju, które znam, tak wkręconych w wędkarstwo muchowe. Kręci muchy, łowi z belly boat-a i nie nudzi się przy wędkarskich opowieściach.

Mirek – z wykształcenia filozof, z pochodzenia Krakus 😉 i rzeczywiście do prawie każdej sprawy podchodzi jak do „całościowego zrozumienia świata „. Lubi łowić na parkinsona i chce udowodnić,  że można na tę przynętę złowić każdą rybę na świecie.

Tomek – lekkie pióro, szybka migawka. Na pewno najbardziej innowacyjny konstruktor much jakiego znam. Czekam na takie, które same będą latać.

Grzesiek – na pewno pierwszy wiking na świecie, który opanował sztukę grafiki w biegu.


Okiem Tomka:

Tomasz Konik – mój dziadek łowił ryby, mój tata łowi ryby… jak widać nie miałem żadnego wyboru i po prostu kontynuuję tradycje rodzinne. Jeśli chodzi o stworzenia pokryte łuskami, to interesują wyłącznie te, które posiadają płetwę tłuszczową i przynajmniej kilka kropek – słyszałem, że inne również istnieją, parę razy nawet takowe miałem na kiju, ale zawsze odnoszę wrażenie, że bardziej się je „łowi”, niż się na nie „poluje”… Od zawsze miałem w ręce spinning, od kilkunastu lat muchówkę – ostatnio prawie wyłącznie. Dodatkowo zaraziłem się wiązaniem much i – jako architekt – lubię sobie czasem „zaprojektować” jakiegoś robaka.

Asia– niewiasta wyjątkowa wśród niewiast i wędkarz (wędkarka?) wyjątkowy wśród wędkarzy – niby nie dokonuje wyczynów na skalę planety, nie pobija rekordów galaktyki, ale nie da się jej nie docenić, ponieważ wszystko, co robi jest takie… prawdziwe. Morze spokoju i ocean dobrej energii – Aśka, nie zmieniaj się!

Mirek – Jeden z najlepiej zorganizowanych gości, jakich znam – zapewne, gdyby w latach 80-tych założył firmę komputerową, dziś Sztuka Łowienia (i jeszcze z pół świata) byłaby składana nie na jakichś Mac’ach, a na Splin’ach. Jego drugie imię to Logika, a trzecie – Entuzjazm. Jedyna rzecz, która mi w układance pod tytułem „Mirek” nie pasuje, to… właśnie nazwa „Splin” – bierność i melancholia, to ostatnie przymiotniki, których można by użyć w Twoim przypadku, więc jak u diabła wpadłeś na pomysł, aby tak nazwać firmę?! 🙂

Igor – wiking znad Bobru – chyba urodził się w pakiecie z wędką i biletem lotniczym. Duża wiedza i biegła znajomość tematu – widoczna w każdym aspekcie wędkarstwa. Jeśli kiedyś będziecie mieli ochotę złowić jakąś rybę, o której jeszcze nikt nie słyszał – dzwońcie do Igora, a on wam powie gdzie, kiedy i na co.

Grzesiek – to dzięki niemu literki i obrazki na stronach Sztuki są równe, estetyczne i uczesane. Duży talent, wyczucie smaku, biegłość w swoim fachu i olbrzymia cierpliwość. Grzesiek już na samym początku znakomicie wyczuł klimat Sztuki i bardzo jej pomógł odnaleźć swój styl i charakter. Czy ktoś w ogóle uwierzy, że on… nie łowi ryb?!


Okiem Grzegorza:

Grzegorz Wierzchowski – dla mnie, pięćdziesiątka stuknie tak naprawdę dopiero za dwa numery. Mimo to, po przeczytaniu większości artykułów z 48 numerów Sztuki, jestem „mistrzem teoretykiem” w rzutach spey-owych i w kręceniu much 😉 Staram się, by każdy numer czytało i oglądało się Wam równie przyjemnie, jak przebywało nad wodą. Choćby teoretycznie.

Asia – gdyby nie jej korekta, to Sztukę Łowienia musielibyście czasem czytać na bezdechu, z braku przecinków. Podejrzewam, że gdyby mogła, kręciłaby muchy na belly boacie, łowiąc jednocześnie. Gotuje świetne krakowskie potrawy, takich nie mamy na Kaszubach.

Igor – nasz Naczelny obieżyświat. Często przesyła oryginalne wymagania co do składu gazety, a ja staram się to zrealizować… w miarę możliwości. Miałem przyjemność odwiedzić go w jego Tartaku i… szczęka mi opadła. Przepiękne miejsce! 

Tomek – do dziś pamiętam jego tekst – Tenkara – pierwszy wymagający skład artykułu. Kiedyś, nie po mojej linii, ale dziś sądzę, że jego oryginalne pomysły bardzo dodają gazecie uroku. Lekkie pióro i świetne zdjęcia – tak mógłbym podsumować Tomka.

Mirek – nie raz udowadniał, że wydrukujemy się w „tym” terminie. Do dziś nie mam pojęcia, jak on dopina wszystkie teksty, zdjęcia, tłumaczenia i kto wie co jeszcze! Chętnie dzieli się ogrooooomną wiedzą i odpowiada na moje dziwne pytania o muchy. Po tylu latach współpracy, już mniej więcej wiem, jak ma wyglądać dany materiał. Cieszę się i dziękuje za to, że wybraliście grafika z dalekiej północy kraju.

 

Written by - - 127 Views