artykuły

5 cent crab

5 cent crab

Co robi krab, gdy nad głowa przetaczają się mu setki ton morskiej wody z prędkością kilkunastu km/h? Siedzi pod kamieniem i modli się do swojego krabiego Jahwe o ocalenie, kurczowo trzymając się krabimi łapkami glonów, zaciskając swoje szczypczyki na plechach morszczynu by nie porwała go woda prosto w paszcze głodnych drapieżników, tylko czekających by schrupać jego biedną skorupkę. 

Na straszliwym końcu świata wylądowałem. Z jednej strony góry, z drugiej ocean, gdzieś pomiędzy nimi wiją się jedne z najwspanialszych rzek łososiowych europy…

Jednak – póki co – zima w pełni, nocami tęgim, minus 2 stopniowym mrozem trzyma, aż trzeszczy, Więc z braku możliwości pójścia na jakieś rozsądne ryby zostaje lektura i kręcenie much.

I tak, dzięki ostatniemu numerowi SzŁ wpadłem na bardzo ciekawy artykuł Tomka Gawrońskiego o lakierach UV. Od dawna robię do tego podchody, ale zawsze byłem przekonany że i to drogie, i wymaga zakupów sporych i w ogóle, to się mi nie chce i te kilka much które zwykle robię – to się zupełnie nie opłaca. Tym razem – przeczytałem z wielką przyjemnością i … postanowiłem się zaopatrzyć w zestaw. Grzebanie po allegro i znalazłem lampę i żel – „ultra twardy” więc mając w pamięci potrzaskane epoxy od łowienia na skałkach zdecydowałem, że to coś w sam raz dla mnie.

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że lakier „ultra twardy” jest również w postaci „surowej” i przypomina konsystencją bardziej masło w zimnej kuchni niż epoxy. Niezbyt widziałem w tym szczupakowe główki, ale, jednak, może coś się da z tego zrobić?

 

Na pierwszy ogień poszły muchy na wiosnę – skorupiaki, czyli kraby i krewetki.

O ile z krewetką sprawa jest dość łatwa i jasna, to zrobienie kraba, wbrew pozorom, chwilę zajęło.

Na początek usiłowałem klasycznie – haczyk w imadło,ołowiane oczka jako obciążenie, oczka z żyłki, piórka, gumowe nóżki. Dolepiałem kolejne warstwy żywicy i smażyłem to pod lampą.

Wyszło to dość pokracznie, nierówno, czujna żona już zaczęła szyderę. Nic to, za nic mając nieludzkie temperatury 6 stopni wybrałem się z muchówką to przetestować. I tu kilka słów o zatoce, gdzie łowię – za najlepsze miejsce uchodzi „wąskie gardło”, którym woda z oceanu wlewa się i wylewa do wewnętrznej części zatoki. Szerokości +- Krakowskiej Wisły, przełyka raz w jedną, raz w druga olbrzymie ilości wody (różnica pływów to czasem nawet 4-5 metrów w ciągu kilku godzin). Z jednej strony – super miejsce, bo nurt z wewnętrznej zatoki wynosi wszelkie jedzenie – rybki, krewetki i kraby, na które bassy morskie, ryby w których zakochałem się jak w żonie 15 lat temu, czekają z otwartymi pyskami. Z drugiej – problem, bo gdy zacznie się przypływ lub odpływ, to woda opuszcza estuarium z olbrzymią prędkością, nieznana nawet z górskich rzek.

I to był niestety problem mojego kraba – mimo dodanych oczek z ołowiu szedł w pół wody i niezbyt chętnie tonął. Nie jest to najlepsze zachowania dla muchy mającej choć trochę imitować naturalny pokarm, bo jak wiemy, lub tez nie, kraby zwykle rzadko pływają sobie kraulem lub żabkę w pół wody w rwącym nurcie odpływu. Te co tak pływały, wyginęły przed mamutami, do szczętu wyżarte przez lubiące takie kąski ryby. 

I tak 4 razy dziennie, raz w jedną, raz w drugą mańkę. Nie zazdroszczę i cieszę się, że nie jestem krabem 😀

W każdym razie – krab oderwany od dna robi wszystko co może, by tam natychmiast powrócić, nie dryfuje sobie w pół wody a raczej toczy nastroszony przy dnie, usiłując złapać cokolwiek. Czyli zupełnie nie jak moja mucha.

Powrót do domu raczej na tarczy, z nosem na kwintę, szydercze spojrzenie żony i tekst – „mówiłam, że wyrzucasz kolejne pieniądze w wodę”. Zanim zdążyłem się odgryźć, nagle myśl pewna zaświtała i pobiegłem do imadełka.

Przecież to to, czego potrzebuję – płaski, spory ciężarek na spodzie kraba. Wygrzebałem z kieszeni 5 centową monetę, żywica przylepiłem haczyk i dawaj smażyć. Kolejna warstwa – nożki gumowe, oczy z żyłki, szczypce z nieużywanych zwykle piór jungle cock o sztywnych stosinach i znowu smażenie. Na koniec rozrabiam troszkę żywicy z IPA, dosypuję brokat, kraba po grzbiecie przyozdabiam i ostatnie smażenie Standerusa – gotowe.

Mucha idzie przez wodę jak kamień, turla się przy samym dnie, jak powinna.

Warto czytać Sztukę Łowienia 😀 😀

 

Tekst i zdjęcia: Kuba Standera

Written by - - 335 Views