#47, artykuły, Krupa, podróże, Radecki

Belgijskie brzany

Belgijskie brzany

Przebywając większość czasu w Belgii, znalazłem najlepszą alternatywę dla mojej pasji – wędkarstwa muchowego. Region Walonii, a konkretnie góry, które tam się znajdują…Ardeny! A rzeki Semois, L’Ambleve czy L’Ourthe mają ogromny potencjał w tym temacie.

Tekst: Rafał Krupa
Zdjęcia: Rafał Krupa, Grzegorz Radecki

 

Większość wędkarzy, którzy łowią w tym rejonie, interesuje się wyłącznie pstrągiem, lipieniem, świnką czy kleniem. Przez pierwsze kilka lat również najbardziej interesowały mnie te gatunki. Rok 2017 przyniósł zmiany,  poznałem czym jest łowienie brzan na muchę. Najlepszym okresem w Ardenach na złowienie tej mocnej ryby, jest pora od końca maja aż do końca listopada. Pewnego dnia wybraliśmy się razem z Grzesiem Radeckim na jedno z piękniejszych miejsc w belgijskich Ardenach, a mianowicie nad rzekę Semois w okolicy Boullion. Rzeka ma powolny charakter, ale w wielu miejscach jest naprawdę głęboka. Zdarzają się takie, gdzie stojąc, wydawałoby się w bardzo bezpiecznym miejscu, nawet nie mamy pojęcia, że stoimy na kamieniu wielkości autobusu. Długie rynny, to miejsca, gdzie przy pięknej pogodzie można dostrzec stada dużych brzan. Tam właśnie poznałem co to znaczy hol tak silnych ryb, nie bez przyczyny nazywanych „lokomotywami”. Kilkunastominutowy hol dawał niesamowite przeżycia. Ryby, które mieliśmy na kijach murowały do samego dna, nie dając się poderwać. Mnie udało się wyjąć tylko jedną, ponad 70 centymetrową sztukę, ale wrażenia pozostały do dzisiaj, z tego względu, że  była to pierwsza brzana w moim życiu. Od tamtego czasu razem z Grzesiem zaczęliśmy nasze cykliczne wyjazdy pod znakiem „Barbell” czyli brzany. Przy okazji łowienia na rzece Semois trafiały się lipienie, klenie oraz pstrągi . A, że w Ardenach rzek jest wiele, to postanowiliśmy spróbować sił na jednej z moich ulubionych, czyli rzece L’Ambleve, w okolicy małego miasteczka Aywaille. Ta rzeka natomiast ma wiele miejsc, gdzie woda głębokości 50 cm potrafi podciąć w kolanach. Jest szybka, wartka, ale również z przepięknymi płaniami, gdzie niejeden wędkarz pokusiłby się o zmianę techniki z nimfy na suchą muchę w trakcie łowienia. Rynny na tej rzece sięgają od 1 metra nawet do 3 metrów głębokości. Wyprawy na tę rzekę przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. W ciągu jednego dnia udawało nam się wyjąć po kilka sztuk brzan, zanim jeszcze na zegarku było południe.

Tamtejsze lokomotywy potrafią pięknie walczyć i czasami trzeba się nabiegać, żeby je spokojnie podebrać. Ale wiadomo nie od dziś, że brzana to wojownik, który nie tak łatwo się poddaje. Co do sprzętu, to razem z Grześkiem używamy wędek w klasie 4,  11-to i 12-to stopowych. Do nimf przypony 0.16-0.18mm. Ogólnie stosujemy metodę krótkiej nimfy. Na rzece Semois raczej bierniejsze łowienie, ze względu na to, że rzeka posiada nurt wolniejszy. Natomiast na rzekach L’Ambleve i L’Ourthe prowadzenie było bardziej agresywne. Uciąg wody w rynnach jak i w większości miejsc z płaniami przypomina nasz Dunajec. Na rzece L’Ourthe, Grześ stosował metodę długiej nimfy na lince pływającej i efekty też były. We wszystkich miejscach, gdzie łowiliśmy, zawsze rzucaliśmy pod prąd i prowadziliśmy nimfy z nurtem rzeki, stojąc prostopadle do nurtu. Brania brzan jednak zawsze były takie same. Przypominały zaczep, a po chwili odjazd w górę rzeki, ciągle trzymając się dna. A jak już się udało podnieść brzanę do powierzchni, to potrafiła przegonić nas raz w dół, a raz w górę rzeki, nawet po 300-400 metrów. Kilka z naszych holi zakończyło się przetartym, bądź zerwanym przyponem grubości 0,18 -0,20mm. Chociaż nie ukrywam, że i na 0,12- 0,16 udawało się wyjąć brzany ponad 70  centymetrowe. Rzeka L’Ambleve ma w belgijskich Ardenach status rzeki, gdzie brzany są na porządku dziennym. Właśnie tam mamy szansę na złowienie największych lokomotyw w swoim życiu. Jesteśmy w kontakcie z ludźmi, którzy uwielbiają łowić  ten gatunek i czasami otrzymujemy informacje, gdzie na spokojnie można połowić. Tak też było z rzeką L’Ourthe. Rzeka ma charakter raczej wolny. Brzany, które tam się znajdują mają do dyspozycji długie rynny, lecz o powolnym przepływie wody. Brodzenie w tej właśnie rzece należy do łatwiejszych. Ale, jak i na wcześniejszych rzekach, które opisałem, również tu można połowić brzany. Na pierwszy plan poszedł odcinek rzeki L’Ourthe w miejscowości Nisramont, poniżej mostu drogowego. Tam tylko Grześ złowił brzanę, ale z mostu było ich widać bardzo dużo. Powyżej mostu jest zakaz łowienia ze względu na tamę. Polecanym przez wielu znajomych jest także odcinek rzeki L’Ourthe w miejscowości Maboge, gdzie w długich rynnach można wykazać się swoimi umiejętnościami. Jedynym utrudnieniem jest dno, na którym często są zwaliska drzew. Trzeba się wykazać sprytem i niezłym refleksem, żeby nasza lokomotywa nie zanurkowała pod konar. Wiemy jak to zazwyczaj się kończy. Najciekawsze jest to, że do każdej rynny można na spokojnie dojść, pokonując jedynie płanie wolno płynącej wody. O ile dojście do najciekawszych miejsc w rzece nie sprawia problemu, to niestety dojście do rzeki to już odrębny temat. Wielkim problemem są dojazdy do rzek, czy nawet dojście z drogi do brzegu. Często są to urwiska, ale także ogrodzenia z drutu kolczastego, który jest ustawiany do samego brzegu. Na rzece L’Ourtheten problem jest najmniejszy, ponieważ dojazd w większości miejsc jest bardzo dobry. Rzeka ta znana jest ze spływów kajakowych i dlatego miejsc parkingowych jest sporo. Natomiast na rzekach L’Ambleve i Semois trzeba się nachodzić do dobrych miejsc. Ale czy nie o to właśnie chodzi, żeby czas nad wodą spędzać aktywnie? Nawiązując do tych rzek trzeba wspomnieć, że są tam bardzo częste kontrole. Ma to związek z tym, że wszystkie rzeki na terenie belgijskich Arden, są dzierżawione przez kluby wędkarskie. Na większości odcinków obowiązuje zasada No Kill. Oprócz licencji na region Walonii, którą kupimy na każdej poczcie, potrzebujemy licencji na każdy dzierżawiony odcinek. Licencja główna obowiązująca na region Walonii zamyka się w kosztach ok. 12 euro za licencję typu A, gdzie możemy łowić tylko z brzegu oraz nie wolno nam brodzić i łowić w nocy oraz z łodzi. Licencja typu B w kwocie ok. 38 euro daje nam możliwość łowienia brodząc, z łodzi i łowienia nocą. Wprowadzono również licencję T, w kwocie 25 euro, która jest ważna tylko przez 14 dni. Na poszczególne kluby kupujemy licencje jednodniowe, dwudniowe oraz na cały sezon. Licencje na poszczególne kluby można kupić w miejscach specjalnie oznakowanych, są to zwykle biura turystyczne czy restauracje. Licencje są ważne tylko do końca roku. Zresztą od dnia 1 stycznia do 20 marca  obowiązuje całkowity zakaz łowienia. Jedynie, gdy 20 marca nie wypada w trzecią sobotę, to możemy zacząć wędkowanie wcześniej. Wszelkich informacji dowiemy się z tablic umieszczonych nad każdą rzeką czy zbiornikiem. Każda z tablic posiada informacje w czterech językach – angielskim, niderlandzkim, francuskim i niemieckim. Wszystko podane jest jasno i przejrzyście, okresy ochronne oraz wymiary. Najważniejsze o czym trzeba pamiętać to to, że sezon zaczyna się 20 marca i kończy ostatniego dnia września. I tylko dwie rzeki, które wam opisałem L’Ambleve i L’Ourthe, oraz krótki odcinek rzeki Lesse mają odcinki, na których możemy łowić do końca grudnia. Potem mamy okres ochronny, który jest czasem odpoczynku dla naszych godnych przeciwników. Teraz zbroimy nasze pudełka i na spokojnie czekamy, aż z Grzesiem udamy się na kolejne wyprawy spod znaku „Barbell”.

Written by - - 248 Views